|
Okari - 18-08-08, 02:49 Powstrzymajcie mnie, zwłaszcza, że mam tego więcej i dłuższe. _____________________________________________________ - Zostaniesz moim porucznikiem. – to nie było pytanie, ani nawet propozycja. Dużo bardziej prawidłowym byłoby nazwanie tego stwierdzeniem. Jedno, krótkie zdanie, które wypłynęło z jego ust tak wyraźnie świadczyło o jego nastawieniu do innych ludzi, że przez chwilę niemal pożałował, iż wepchnął się na egzaminy kwalifikacyjne. Zadziwiające – zaledwie zlepek słów, kilkanaście sylab, kilkadziesiąt głosek – a snuło nietrudny do odgadnięcia przekaz, że rozmówca nie zamierza przyjąć odmowy. Ba. Nie miał jakoś specjalnej ochoty dowiedzieć się, co by go spotkało, gdyby się nie zgodził. A jednak… Wystarczyło tylko jedno spojrzenie. Jedno ukradkowe zerknięcie w te zimne, ciemne oczy i już wiedział, że się nie wycofa. Te oczy… Były zbyt zimne. Zbyt obojętne. Zbyt… Puste? Wystarczyła mu tylko chwila, by objąć sobie za cel złamanie tego dziwnego lodu, a jeśli nie byłoby to możliwe, po prostu przeniknięcie przez niego. Tak… Ta twarz była zbyt nieodgadniona. Mimo, że jedynie stali naprzeciw siebie, całkiem zwyczajnie, normalnie, jak dwoje ludzi, czuł swoją niższość. A może raczej to jego supremacja się odznaczała, wypływała z niego falami i, o dziwo, nie chodziło jedynie o moc duchową, choć i ta była zadziwiająca. Każdy gest, skinienie, drgnięcie mięśni czy krótkie spojrzenie, wszystko to emanowało szlachectwem, taką osobliwą aurą dumy i powagi, emanowało innością… Bynajmniej w przypadku Renji’ego. Dziwne… Przez jedną, ulotną chwilę, zdawało mu się, że dostrzegł w jego twarzy nietypowy smutek, czy może napięcie…Chociaż… Nie. Na pewno mu się zdawało, to wszystko przez te emocje. Zerknął jeszcze raz na tę kamienną, chłodną twarz, na moment poddał się przytłaczająco silnej, choć wyważonej energii i zacisnąwszy pięści, zrozumiał, że właśnie tak wygląda człowiek, którego kiedyś przewyższy. Kiedyś… Może jeszcze nie teraz. Nagle, w jednej chwili, poczuł gwałtowną chęć pokazania, kim jest, że prócz hańbiącej przeszłości, kryje się w nim coś jeszcze. Zapragnął dowieść swojej siły tylko temu, jednemu człowiekowi. Chciał spotkać go kiedyś na polu walki, pośród kurzu i krwi, chciał słyszeć świst jego miecza, chciał… Zamierzał go pokonać. Bezczelnie odwzajemniwszy lodowate spojrzenie, pozwolił sobie na uśmiech. - Tak jest, kapitanie. Oblicze mężczyzny ani drgnęło. Jedynie zmrużył niemal niezauważalnie oczy i oznajmił ozięble: - Nazywam się Byakuya Kuchiki. Jestem dowódcą Oddziału Szóstego, a teraz również i twoim. Liczę, że będziesz należycie sprawował powierzone ci stanowisko. I powinieneś zobaczyć naszą kwaterę, zanim zaczniesz w niej służbę. – to również nie była propozycja, a raczej kolejne stwierdzenie, czy nawet rozkaz. Renji uśmiechnął się w duchu. Wiedział już, że nie będzie żałował swojej decyzji, mimo, że zapewne nowy kapitan nie okaże się specjalnie towarzyski. Na wargi czerwonowłosego wstąpił półuśmieszek. Pomimo, że najwyraźniej godność nowego porucznika niespecjalnie dowódcę interesowała, postanowił się przedstawić. Od tak, po prostu. Miał niewytłumaczalne wrażenie, że dzięki temu w jakiś sposób odetnie go to od istnienia w formie bezosobowego chłopca na posyłki. - Jestem Renji Abarai. Miło mi poznać. * * * - Zostaniesz moim porucznikiem? – pytanie to było tak bardzo kontrastujące i odmienne od tego, czego się spodziewał, że w pierwszej chwili po prostu się zapowietrzył i, jak to się ładnie mówi, zapomniał języka w gębie. Szybko się jednak zreflektował i mimo całego swojego zdziwienia, przybrał wyuczoną, sztywną postawę i postarał się zachować spokojny wyraz twarzy, choć przez krótki moment walczył ze sobą, by po prostu nie rozdziawić ust na kształt litery O. Zerknął ukradkowo na swojego przyszłego kapitana, przez chwilę zatrzymując wzrok na jego wściekle czerwonych włosach i plątaninie kanciastych tatuaży zdobiącej skronie. Bogowie, ten dowódca na pewno się wyróżniał. Ba. Jakoś trudno mu było sobie wyobrazić, by ktokolwiek potrafił przejść obok niego obojętnie. Nie chodziło nawet o jego ekstrawagancki wygląd, choć i to z całą pewnością mogło służyć jako jego znak rozpoznawczy. Kapitan rozsiewał wokół przytłaczająco silną i niezachwianą, a jednak w pewien sposób rozdygotaną aurę, a on sam jakoś nie mógł pozbyć się urojonego wrażenia, jakoby aura drgała chwilami niczym zainteresowane czymś zwierzę. No, i oczywiście, było jeszcze jego spojrzenie. Ciemne, pewne siebie, zapewne niejednokrotnie wbijające w ziemię i roziskrzone, ni to z podniecenia, ni to z radości. Przełknął ślinę i zacisnął spoconą dłoń na mieczu, odważnie odwzajemniając spojrzenie dowódcy. - Tak jest, kapitanie. Nie wahał się; już w momencie, gdy stał w szeregu nieco wystraszonych Bogów Śmierci, w chwili, gdy pierwszy raz ujrzał kapitana kroczącego szybkim, sprężystym krokiem przez tradycyjną salę ćwiczeń, już wtedy wiedział, że to właśnie pod nim chce służyć. Dziwne… Po raz pierwszy w życiu ktoś wywarł na nim wrażenie niepolegające na znajomości tego czy tamtego kodeksu… Wrażenie szczere i przepełnione trudnym to wytłumaczenia szacunkiem. Na wąskie wargi dowódcy wstąpił półuśmieszek. Czerwonowłosy kapitan zgrabnym, szybkim ruchem umieścił swój osławiony miecz w kaburze i niespodziewanie wyciągnął rękę. Gest ten był na tyle prosty i ludzki, a przy tym tak rzadko spotykany między osobami posiadającymi różne stopnie w „hierarchii”, że po raz kolejny odjęło mu mowę, za co od razu skarcił się w duchu. Przecież to nie wypada, do cholery! Kapitan, najwyraźniej dostrzegłszy jego zdziwienie i zakłopotanie, zaśmiał się pod nosem i oznajmił z nutką ironii: - Hej, spokojnie. Aktualnie nie mam w jadłospisie swoich nowych poruczników. Więc jak? Pamiętając o tym, by nie uśmiechnąć się ani nie pokazać po sobie zdziwienia jeszcze bardziej, uścisnął rękę kapitana. Ten w odpowiedzi znów się uśmiechnął i rzuciwszy chłopakowi nieco roześmiane spojrzenie, stwierdził: - Nazywam Renji Abarai. Witam w Oddziale Szóstym. Na tę krótką chwilę porzucił etykietę i dobre maniery, zapomniał o tym, jak powinien się zachować. Uśmiechnął się lekko i zacisnąwszy mocniej dłoń na rękojeści miecza, odpowiedział: - Jestem Sumiteru Kuchiki. Miło mi poznać. * * * W drodze powrotnej do garnizonu, zapewne nie do końca świadomie, wciąż się do siebie uśmiechał. Czuł, że ten młody Kuchiki sprawdzi się na swojej pozycji lepiej niż poprzednich ośmiu. Chociaż, tak naprawdę, jak większość innych w jego życiu, był to wybór bardzo intuicyjny i instynktowny – jak zwykle, nie zwrócił specjalnej uwagi na umiejętności bitewne swojego nowego podkomendnego. Wychodził z założenia, że jeśli chłopak miał być dobry, to będzie dobry, a jeśli nie, to… No cóż. Marny jego los. I choć, tak naprawdę, dopiero niedawno zdał sobie z tego sprawę, była to pewna tradycja przejęta po Byakuyi – miał niewytłumaczalne wrażenie, że on również został wybrany, jak to się mówi, „na piękne oczy”. Skrzywił się lekko i nagle stanął, nie przejmując się zbytnio tym, że wyrwany z rytmu chłopak niechcący władował mu się na plecy. Nie zwracając zbytniej uwagi na jego nieskładne przeprosiny, rzucił mu przez ramię krótkie spojrzenie, po czym znienacka zapytał: - Ej, Sumi. Wiesz, kto rządził w tym oddziale przede mną? Chłopak, najwyraźniej nieco zbity z tropu, szybko się zmitygował i wydukał cicho: - Tak, wiem. Kuchiki Byakuya-sama, dokładnie przez sto cztery lata. Renji zagwizdał przez zęby. Najwidoczniej Kuchiki nie zamierzali rezygnować z wpajania swoim podopiecznym do głów mało ważnych bzdur. Czyli wszystko w normie. Widząc w ciemnych oczach chłopaka nieme pytanie połączone w jakiś pokręcony sposób z niezrozumieniem, uśmiechnął się lekko. Zanim zdążył się zastanowić nad tym, co mówi, usłyszał swój własny głos: - Hej, jak już mnie ukatrupią, przyjmij na porucznika kogoś z Rukongai, dobra? Brwi chłopaka powędrowały w górę, jednak nie odezwał się ani słowem, skinąwszy jedynie głową. Abarai poklepał go po ramieniu, po czym nieoczekiwanie obrócił się na pięcie i ruszył żwawo w dalszą drogę, słysząc za sobą miarowe trzeszczenie sandałów nowego porucznika. I niech się starszyzna pieprzy z tymi swoimi oczywistymi domysłami, jakoby przyjął Kuchiki na porucznika z zemsty i chęci pokazania swojej, wreszcie osiągniętej, choć w sumie dość symbolicznej, wyższości nad szlachectwem. Wiedział doskonale, że tak właśnie myśleli – mieli to wypisane na tych szpetnych, pooranych zmarszczkami twarzach już w chwili, gdy bezceremonialnie zapytał Sumiteru o chęć zostania porucznikiem. Miał to w nosie, naprawdę całkowicie i ewidentnie. Nie było to żadną zemstą ani niczym podobnym, po prostu… W ten dziwny, niemożliwy do wytłumaczenia sposób chciał pielęgnować swoją pamięć o poległym kapitanie… W gruncie rzeczy Sumi był do niego w paru detalach podobny, ale koniec końców nie o to chodziło i nawet Renji miał przeczucie, że nie potrafiłby tego sam przed sobą wytłumaczyć. Zapewne Ikkaku, gdy tylko dowie się o wyborze Abarai, wyzwie go twórczo od ostatnich idiotów i żłopiąc kolejną butelkę sake popatrzy na niego tym swoim czarnym, oskarżycielskim spojrzeniem. I zapewne będzie miał rację, bo przyjęcie Kuchikiego na takie stanowisko można uznać jako zwykłe rozdrapywanie ran, które i tak raczej nie chciały się goić. To również Renji’ego nie martwiło – czuł bowiem, że Byakuya był tylko jeden i żaden inny Kuchiki nigdy nie stanie się jego podróbką, choćby nie wiem co. A że nazwisko to samo? No cóż. Kolejny aspekt, w który wolał się nie zagłębiać. Zatrzymał się raptownie po raz kolejny, tym razem jednak z satysfakcją stwierdzając, że Sumi zdążył na czas „wyhamować”. Tym razem odwrócił się do niego tak, że ich spojrzenia na chwilę się spotkały. Żaden nie odwrócił wzroku. Niespodziewanie Renji ruszył w zgoła innym kierunku, uprzednio dając chłopakowi znak, by ruszył jego śladem. W oddali widział już błyszczący w popołudniowym słońcu, okazały, marmurowy nagrobek zwieńczony czymś, co lubił uznawać za anioła w stroju Shinigami. Co jak co, ale gust to Kuchiki mieli całkiem oryginalny. Nawet, jeśli chodzi o nagrobki. Ponownie zerknął krótko na swojego porucznika. Tak, był pewien, że po tym „spotkaniu” będzie gotowy do służby. Na pewno. Hidden - 19-08-08, 01:29 Nie rozumiem, czemu Renji chce się przedstawić kapitanowi, który MUSI znać jego imię, skoro go wybiera na takie stanowisko. Podobnie nie widzę powodu, czemu grób Bakusia miałby mieć jakieś możliwości "nazaznaczania" kapitanów Renji'ego, ale może ja sie nie wczuwam. Ogółem zarys fabularny nie podoba mi się zbytnio i wydaje się jedynie tłem dla poczynań i rozwijania warsztatu - tworzenia długich opisów i operowania słowem. Strona techniczna jak zwykle dobra, ale na miłość boską, daruj sobie tak długie opisy! Przesadzasz w drugą stronę! Norii-chan - 19-08-08, 21:06 Mi tam opisy nie przeszkadzają, są w sam raz (ale ja jestem dziwna, więc...) Co do fabuły, na radzie wole nic nie mówić, bo właściwie nie wiem do kąt to zmierza, ale podoba mi się "wysadzenie" Byakuy`i... i coż jestem ciekawa dalszego ciągu. Hidden - 19-08-08, 23:45 Norii-chan, w opisie ficka bardzo dobrze widać "OS"; One Shot. Cóż, nie oczekuj dalszego ciągu. Okari - 20-08-08, 02:33 Hidden, jak zwykle +1, co? ;D Norii-chan, dziękuję za miłe słowa. Prawdę mówiąc, akurat pod tą pracą się takich nie spodziewałam - nie miałam na nią żadnego pomysłu, w dodatku kończyłam ją w środku nocy, a efekty są, jakie są, czego oczywiście nasz kochany pewien pan nie omieszkał zauważyć, dzięki. :* A dalszego ciągu nie będzie na 100% - jedyna dłuższa praca, jaką się obecnie zajmuję, to Memory. Zapraszam do przeczytania. =) <bezczelna reklama> Ankane - 20-08-08, 08:01 Prawdę mówiąc bardzo to było chaotyczne jak na mój gust. Do tego nie miałam takiego odczucia jak przy innych Twoich fickach, tak jakbyś wcale nie włożyła wysiłku w tego OS. Do tego historia nie zaciekawiła mnie. Sama nie wiedziałam w którą stronę zmierza fabuła. Postać Renji’ego wypadła nawet ciekawie, zwłaszcza jego przemyślenia w pierwszej części. No i relacje jego i Byakuyi również wypadły nieźle. Jednak w drugiej części wszystko się ‘posypało’. Opisy mi nie przeszkadzają. Zdążyłam się już przyzwyczaić do Twoich, które są naprawdę barwne i momentami bardzo szczegółowe. Dlatego tutaj nie narzekam. Masz o wiele ciekawsze prace niż ten tutaj OS. Read me! Mission Impossible A tam po co mi tytuł + one shot = koniec Tablica Ogłoszeń Ty w South Parku Andrzej Pilipiuk - Czerwona gorączka Życie pająka. Anioł i Smok "Pocałunek w deszczu" Stoisko z Naruto Doujinshi ~ Warszawa |